Zaczął się luty, to ostatni dzwonek, by pożegnać poprzedni rok na tym blogu. Dlatego też z przyjemnością przedstawiam spontaniczny projekt - Cookies. Niedawno promowałem nasz Kartelowy mixtape, teraz czas na zdecydowanie bardziej niszowe wydawnictwo, za to od początku do końca moje. Cookies to 30 najprzyjemniejszych minut z 2009 roku - spójnie brzmiące, subiektywnie wybrane zwrotki zmiksowane w całość. Zapraszam do odsłuchu, nie trzeba nawet pobierać. Jak zwykle życzę jednego: smacznego!
Spokojnie, na razie to tylko moje pobożne życzenie. A szkoda. Ale od początku...
Nie będę hipokrytą - po wypuszczeniu singlowego "Miliony monet" byłem jednym z Nas wszystkich - pastwiącym się w zasadzie nad wszystkim - pełnym komicznych wstawek tekstem, plastikowym brzmieniem, postawą podszywania się pod rapera i miałkością całego przedsięwzięcia zrobienia wielkiego hitu. Tak to już jednak jest, że człowiek dostrzega pewne rzeczy dopiero z perspektywy czasu. Mrozu jak się okazało wcale nie uważa się za hip-hopowca, całkiem zwyczajnie podchodzi do robienia muzyki, a do tego nieźle śpiewa.
Nie przeoczył tego także będący na fali wznoszącej Tede. Pierwsza reakcja po zobaczeniu tracklisty "Note2" była zdecydowanie odrzucająca. Mrozu jednak świetnie się wpasował i ubarwił 2 numery, udowadniając mi (i pewnie wielu innym), że może warto podejść do niego na poważnie. Tede poszedł za ciosem i na grudniowy "A/H24/N2" również zaprosił wrocławskiego wokalistę. Wszystkie trzy utwory wyszły naprawdę świetnie i... liczę na więcej! Za Oceanem już dawno patent zapraszania gości tworzących r'n'b się sprawdził i jest praktykowany na codzień. W Polsce znowu Tede przeciera szlaki w tej materii.
Post ten to bardziej moje rozliczenie się z Mrozem (choć jego płyty solowej dalej nie przesłuchałem) niż poważny tekst. Ale z drugiej strony... Obu panom jak najbardziej jest razem po drodze, pojawiają się razem w mediach, powstają kolejne kawałki... Może jednak Tede wpadnie na ten sam pomysł co ja?
Już od paru dobrych tygodni na listach przebojów hula singiel Jaya z Alicią Keys. To skłoniło mnie do przypomnienia innych udanych duetów raperów z soulowymi (a nawet i popowymi) wokalistkami, zobrazowanych klipami. O zdecydowanie mniejszym komercyjnym potencjale, ale może właśnie dlatego tak chętnie do nich wracam. Smaczego!
Z powodów, o których wspomniałem już na końcu poprzedniej notki mały poślizg w czasie. Magazyn HipHop #63 od ponad tygodnia na półkach w salonach prasowych na terenie kraju! O zawartości dowiecie się więcej z okładki.
Odwrotnie niż w Polsce, w USA pod względem ilości dobrych albumów w tym roku zdecydowanie regres. Początkowo miałem spore problemy ze skompletowaniem mocnej dziesiątki. Ostatecznie oprócz tych z poniższego rankingu do zaledwie paru będę wracał, reszta W. Wyjątkiem w porównaniu do pozostałych rankingów będzie, również subiektywny (a jakże), wybór po jednym kawałku z danej płyty. Nie przedłużając, zapraszam na ostatnie i jednocześnie najważniejsze podsumowanie 2009 roku na łamach tego bloga.
10. Brother Ali - The Truth Is Here EP "The Truth is here" początkowo w ogóle pominąłem. Niesłusznie. Klasyczne produkcje od Ant'a z Atmosphere znakomicie współgrają z będącym w świetnej formie Alim. Najciekawsze jest jednak to, że na epce podobno są same odrzuty z "Us", które wyszło pół roku później, a w moim odczuciu to krótkie wydawnictwo przewyższa longplaya.
9. Marco Polo & Torae - Double Barrel W przypadku niewielu duetów mc/producent to ten drugi dzierży miano pierwszego w nazwie. Tak jest tylko w przypadku, gdy producent naprawdę gra pierwsze skrzypce. I ta reguła sprawdza się w przypadku "Double Barrel", choć Torae stara się jak może, by dotrzymać kroku. Boombap'owy ogień zaczyna się już w otwierającym album tytułowym bangerze i trzyma poziom aż do samego końca. Szkoda, że goście (Masta Ace, Sean Price) trochę poniżej poziomu.
8. La Coka Nostra - A Brand You Can Trust Coraz głośniej mówi się o tym, że płyta została najbardziej doceniona w Polsce. Moja pierwsza reakcja na "A Brand You Can Trust" była bardzo pozytywna, potem mój entuzjazm (chyba nie tylko mój) systematycznie gasł, ale ostatecznie nie sposób nie docenić tego szalonego materiału. Koniec końców chętnie do niej wracam, a skrzyżowanie paru stylów robi spore wrażenie. Szkoda, że zabrakło mnie na ich Kempowym koncercie, musiał być szał.
7. Jay-Z - The Blueprint 3 Dla wielu rozczarowanie, dla mnie całkiem dobra płyta. Gdyby nie mały przesyt eksperymentów, trzeci Blueprint byłby jeszcze wyżej w moim rankingu. Początek jest świetny i naprawdę szkoda, że Jay trochę wystrzelał się na starcie, bo potem drugą część albumu ma się ochotę zwyczajnie wyłączyć. Po mocarnym singlu ludzie spodziewali się raczej innego materiału i dla wielu nieco plastikowe momentami brzmienie może być nie do zniesienia. Jestem zwolennikiem eksperymentów, ale nie w takiej ilości, no i raczej nie w momencie, gdy deklamuje się śmierć autotune'owi.
6. Ghostface Killah - Ghostdini: Wizard of Poetry in Emerald City O tej płycie jest tak cicho, że początkowo nie wiedziałem w ogóle o jej istnieniu. Sięgnąłem po nią dopiero, gdy polecił ją Calak. I jak zwykle się nie mylił. Koncept i teksty są raczej proste i przystępne, co nie działa na plus, ale w połączeniu ze świetną muzyką opartą głównie na soulowych samplach, płyta zyskuje nowy wymiar. Sporo nastrojowego śpiewu (John Legend, Adrienne Bailon i przede wszystkim świetny Raheem "Radio" DeVaughn) dodaje uroku damsko-męskim przebojom głównego bohatera. Jestem zdecydowanie na tak.
5. Fashawn - Boy Meets World Na początku kompletnie nie rozumiałem hype'u na tego kota. Mixtape na bitach Alchemista (!) tylko utwierdził mnie w swoim przekonaniu. Moją uwagę na pełnoprawny debiut Fashawna zwrócił singiel z Evidence'm. Potem dowiedziałem się, że za produkcję odpowiada Exile - ekstra! I choć całe "Boy Meets World" utrzymane jest raczej w innym klimacie aniżeli ów singiel, płyta bardzo przypadła mi do gustu. Fashawn dysponuje ciekawym flow, raz po raz rzucając dobre wersy, nie boi się nawet śpiewać. Pod tym względem przypomina mi trochę innego dżentelmena, ale na razie cii...
4. Tech N9ne - K.O.D. To jedyna pozycja w rankingu, do której dodałem taką większą szczyptę obiektywizmu. Wszystko dlatego, że sam czuję, że jest to materiał, wobec którego przejść obojętnie nie sposób, płyta niemalże kompletna, a jednak niepotrafiąca mnie na dłużej zatrzymać przy sobie. Wszystko przez jej ciężki klimat. Tecca Nine posiada niewyobrażalny flow, jest niesamowicie płodnym artystą i jako jeden z nielicznych na scenie potrafi stworzyć długi, spójny materiał. To wszystko zostaje coraz mocniej docenione - jako niezależny artysta sprzedaje ogromne ilości swojego wydawnictwa. "K.O.D." zasłużył na co najmniej 4 lokatę.
3. Gift of Gab - Escape 2 Mars W przypadku Fashawna oczekiwania miałem zerowe, zachęcił mnie singiel. Z Gabem było odwrotnie - oczekiwania spore, singiel mnie niemile zaskoczył. Na szczęście finalnie okazało się, że obie płyty są dobre, ba, więcej niż dobre! Ale o Gabie miało być. A co tu dużo mówić... Połówka Blackalicious to techniczny masakrator, dobry tekściarz i doskonały selektor bitów. A "Escape 2 Mars" zdecydowanie dorównuje cenionemu debiutowi.
2. Raekwon - Only Built 4 Cuban Linx Part. II Zaskoczenie? Pewnie tak, bo dla większości sequel debiutu Rae to bezapelacyjnie najlepsza rapowa płyta 2009 roku. Dla mnie o kroczek odrobinę lepszy był ktoś inny, ale o tym za chwilę. Charakter i klimat płyty nie mógł dla nikogo być zaskoczeniem - skoro to kontynuacja pierwszej części "Only Built 4 Cuban Linx", to płyta mogła być oparta na klasycznym, brudnym brzmieniu. Zresztą o czym my mówimy - J Dilla, Pete Rock, RZA, Marley Marl, Alchemist, Erick Sermon czy Dr Dre niech wystarczą za komentarz. Sam Raekwon nie jest wielce odkrywczy albo zaskakujący, ale swoim głosem i charyzmą, a także hordą gości na czele z Ghostface'm zamiata niesamowicie. Długi, równy i przede wszystkim bardzo dobry materiał.
1. Kid Cudi - Man On The Moon: The End Of The Day A przyznanie tytułu płyty roku dla chłopaczka z Cleveland, będzie wg ortodoksyjnych fanów rapu zniewagą dla nich, a kompromitacją dla mnie. Wszak w niektórych środowiskach Kid Cudi to reprezentant homo-rapu. I niech sobie nawet Cudi będzie tym pedałkiem, faktem jest, że zabrał mnie w muzyczną podróż, z której długo nie chciałem wracać. Ten koleś jest na tyle odważny, by przy debiucie stworzyć tak inny materiał. Muzyki, która pojawia się na tym konceptualnym krążku nie sposób sklasyfikować. Sam Cudi sporo śpiewa, nieźle też rapuje, bawi się naprawdę dobrym flow ("Cudi Zone"!). Wielka szkoda, że przy wyborze dwóch pierwszych singli Cudi i jego wydawca najprawdopodobniej kierowali się tylko sukcesem komercyjnym, bo są to akurat słabsze momenty tej prześwieżej płyty.
Parę słów komentarza: Po pierwsze: przepraszam za obsuwę, w międzyczasie blog spał, gdyż nie chciałem przed zamknięciem tematu podsumowań robić innych wpisów, a że nadeszła już połowa miesiąca, zdałem sobie sprawę, że to już najwyższa pora na publikację ostatniego podsumowania. Po drugie: "w chuju mam to, co myśli ogół". Gołym okiem widać, że zestawienie jest bardzo podobne do tego stworzonego przez Bartkosa, które na pewno czytaliście. Mój ranking powstał jeszcze w 2009 roku, przed publikacją Dawida, a brakowało tylko opisać płyty i wrzucić to na bloga. Nie chciałem jednak po jego publikacji zmieniać swojego w celu uniknięcia podejrzeń i robić coś wbrew sobie. To absolutnie nie moja wina, że niektóre pozycje wręcz idealnie się pokrywają. Peace.
Zawsze znajdą się malkontenci, ale albo taką już mam naturę, że zawsze patrzę na jaśniejszą stronę medalu, albo polski rap naprawdę da się lubić. Próbowałem sobie przypomnieć kiedy ostatni raz 12 miesięcy było tak obfite w dobre produkcje i nie udało mi się. Tym optymistycznym wstępem zapraszam do zapoznania się z subiektywnym rankingiem dziesięciu najlepszych rapowych płyt 2009 roku w Polsce.
10. Sobota - Sobotaż Pomimo 30 lat na karku, Sobota zadebiutował dopiero na scenie. A właściwie wjechał na nią z buta. "Sobotaż" to przebojowy materiał, a takich zdecydowanie brakuje na polskim rynku. Nie ulega wątpliwości, że ogromna w tym zasługa producenta - Matheo. Na zmajstrowanych przez niego nowoczesnych bitach wyjątkowo pewnie poczyna sobie nasz agresywny i charyzmatyczny gospodarz. Na pierwszy rzut oka jest to pozycja jakich wiele, a poruszane przez Sobotę tematy są dość konwencjonalne, ale podane przez duet w zupełnie nowatorski sposób.
9. Rychu Peja Solufka - Na Serio Podejrzewam, że Peja zaskoczył nie tylko swoich fanów, ale i przeciwników. W warstwie lirycznej słychać dojrzałość (szkoda, że tylko w tekstach) i pokorę, co nie znaczy wcale, że płyta jest spokojna... Przekazanie odpowiedzialności za stronę muzyczną w ręce duetu WhiteHouse to najlepsza możliwa decyzja. O warstwie technicznej nie ma się co rozpisywać, pod tym względem Peja już dawno jest w czołówce. To wszystko razem sprawia, że dostaliśmy naprawdę godną produkcję, kto wie czy nie najlepszą od klasycznego "Na legalu?".
8. Trzeci Wymiar - Złodzieje czasu Bardzo niewiele osób obiecywało sobie sporo po tej produkcji, a jeszcze mniejsza część nie była po jej ukazaniu zawiedziona. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej wąskiej grupy. Trzeci Wymiar to w tej chwili grupa posiadająca zdecydowanie największe rapowe skillsy w kraju. Do tego dwaj świetni producenci na bitach, świetna promocja, niezły koncept na album... Wydawałoby się, że możemy doczekać się klasyka, jednak Szad, Nullo i Pork po prostu przedobrzyli. Gdyby tak z dwóch dobrych płyt zrobić jedną fantastyczną...
7. W.E.N.A. & Rasmentalism - Duże Rzeczy Połączenie raczej ulicznego stylu Wudoe z bitami nie z tej ziemi Mentosa wydawało się trochę karkołomnym zadaniem. I choć na singlu "Lataj" W.E.N.A. wzbijał się w powietrze, to potem niejednokrotnie lądował, podobnie zresztą jak nieco chaotyczny Ras. Ogólnie rzecz biorąc, to tekstowo jest bardzo nierówno, a raperzy nie dotrzymują kroku doskonałej muzyce. A i Mentowi zdarzyło się nieładnie zagrać. Podobnie jak na pierwszej płycie niemal całkiem zerżnięty sampel, tym razem od Statik Selektah w "Na wstecznym". "Duże Rzeczy" jako całość zasłużyły w moim odczuciu tylko na 7 miejsce.
6. Zeus - Album Zeusa Zgoda, Zeus nie jest fantastycznym raperem. Ma też bardzo proste refreny (te na debiucie były jeszcze prostsze, a każdemu się podobały), ale "Album Zeusa" ma dwie niepodważalne zalety. Pierwszą z nich jest oparcie brzmienia na funkowych samplach, które bujają aż miło. Drugą - pozytywny przekaz. Mayer Hawthorne to z niego pewnie już nie będzie, ale krążek naprawdę ma spory ładunek energii i pozytywnej mocy. A tekstowo też nie jest źle, takie "Gdy pada strzał" czy finałowe "Zakochałem się w Jill Scott" to prawdziwe perełki.
5. Pyskaty - Pysk w Pysk Pyskaty dobrym raperem jest. Do tej pory kojarzył nam się on jednak z linijkami pełnymi panczlajnów. Swoim solowym debiutem każe nam jednak stanąć z nim pysk w pysk, przez co odkryjemy jego całkowicie nowe oblicze - dojrzałego mężczyzny z główą pełną przemyśleń, pełnego namiętności i słabości. Doskonale wyważone proporcje pomiędzy refleksyjnymi, a dynamicznymi kawałkami na płycie, całkiem niezły dobór bitów i w ten oto sposób dostajemy pozycję niemalże kompletną.
4. Tede - Note2 O powrocie Tedego powiedziano już bardzo wiele. Ostatnia jego płyta bez dyskusji jest albumem świetnym, ale mnie dodatkowo urzekła jedna rzecz. Od dłuższego czasu wśród polskich raperów można zauważyć ogromną chęć robienia dwupłytowych wydawnictw. Tymczasem jest to niebywale trudne zadanie. Niedawno doszło do mnie, że "Note2" jest na przestrzeni ostatnich lat najlepszą dwupłytówką w polskim rapie. Najrówniejszym, najbardziej różnorodnym, nie nudzącym się albumem. Owszem, sam miałem na początku wrażenie, że druga płyta obniża loty i nie obyło się bez wypełniaczy, ale szybko się to zmieniło. Tede tekstowo w najwyższej formie, sporo ciekawych pomysłów. Polecam wszystkim, którzy nie darzą sympatią Jacka G.
3. Ten Typ Mes - Zamach Na Przeciętność Chyba coraz mniej osób ma wątpliwości co do tego, czy Mes jest obecnie najlepszym polskim raperem. Nie zawaham się powiedzieć, że Typ dzierży obecnie piedestał zarówno jeśli chodzi o teksty, jak i flow i technikę. Tylko jak to się stało, że nie nagrał najlepszej płyty anno domini 2009? Po premierze peanom nad geniuszem "Zamachu Na Przeciętność" nie było końca. Z czasem jednak, przynajmniej w jakimś stopniu, stało się z tą produkcją to, co z wszystkimi pozostałymi - odrobinę się przejada. Klasyki mają to do siebie, że ich ten problem nie dotyka. Wydaje się, że przez niepotrzebne skity i parę innych eksperymentów płyta nie wytrzymuje próby czasu. A szkoda, bo tuż obok mamy iście genialne teksty na ciekawych i zróżnicowanych bitach. "Zamach Na Przeciętność" to tylko i aż bardzo dobry hip-hopowy krążek.
2. Warszafski Deszcz - Powrócifszy... Na jednym z kwietniowych koncertów słyszałem od Tedego przechwałki, że Warszafski Deszcz wróci w wielkim stylu. Raczej nie przepadam za takimi zachwytami nad własną twórczością, w dodatku przed premierą, ale w tym przypadku muszę przyznać TDF'owi rację. Po pierwsze: nienaganny dobór bitów. Po drugie: zupełnie odmieniony Tede i równie dobrze dysponowany Numer dający świetne linijki o wszystkim i o niczym. Po trzecie: tej płyty można słuchać wszędzie - w podróży, w aucie, w domu na słuchawkach, na imprezie. Niesamowity klimat sprzed 10 lat, jednak wciąż aktualny, wciąż budzący nowe emocje. Naprawdę wielki powrót.
1. Ortega Cartel - Lavorama "Rap nie jest dla mnie walką. To jest impreza bez wejściówki, na którą każdy przynosi to co ma. Bawimy się do rana!" - to słowa patr00 z jednego z wywiadów. I właśnie on z PiteremPitsem przynieśli na imprezę pod tytułem 2009 najlepszy trunek. Przynieśli siebie, swój luz i niepowtarzalne podejście. "Lavorama" to płyta inna od wszystkich. Pod względem konceptu, formy, stylu i przede wszystkim właśnie podejścia do rapu. Fenomen całej twórczości zespołu to opowieść na zupełnie inny moment, ale ostatnia płyta oprócz swojego letniego, wakacyjnego klimatu jest genialnie wyprodukowana, posiada hity, które na długo zapadną w pamięć fanom rapu w Polsce, świetną nie nahalną promocję połączoną z trzema kozackimi klipami i eleganckie wydanie. Wiele osób psioczy na umiejętności czysto raperskie grupy i faktycznie można się z nimi zgodzić, jednak po wszystkim, co do tej pory zaoferowali mi polscy raperzy bardzo polubiłem słuchać luźnych, często nieskładnych i oderwanych od rzeczywistości wersów. Ode mnie 10/10. Aż znowu sobie puszczę.
Parę drobnych ogłoszeń. Mój plan był taki, żeby ruszyć z podsumowaniami roku wcześniej niż reszta, żeby nie było, że się czymś sugerowałem itd. Niestety, ze względu na specyfikę zawodu pocztowca i pracę nawet w święta, już wiem, że plan nie zostanie wykonany. Mało tego, z powodu wcześniejszego wyjazdu na sylwestra nie zdążę nawet wszystkich opublikować w 2009 roku. Szkoda, ale listy są gotowe, pozostaje tylko napisać parę słów o każdej z płyt i przepisać to na bloga. Spodziewajcie się jeszcze rankingów 10 najlepszych płyt w Polsce i USA.
Miło nam, jako ŻTG Kartel poinformować, że cały nakład okolicznościowego mixtape'u "Notes 4" został wyprzedany jeszcze zanim płyty trafiły w nasze ręce. Dzisiaj dotarły i uwierzcie, wydanie jest efektowne. Zainwestuj 8 pln w egzemplarz z dotłoczenia, które planujemy, a nie pożałujesz. Podsyłam zdjęcia (przepraszam za jakość, robiłem telefonem):
W środowisku producentów hip-hopowej muzyki pokutuje przekonanie, że w kraju mamy wielu dobrych bitmejkerów, ale za mało dobrych raperów, którzy by pod ich bity nawijali. Rok 2009 był bardzo bogaty w dobre płyty, dlatego nie jest to może dobry obiekt rozważań nad słabością polskich raperów, jednak zdecydowanie potwierdza tezę o potencjale polskich producentów. Dlatego jedno z podsumowań roku stworzone jest właśnie dla nich. Ale i tu raperzy będą maczali swoje palce. Ranking przedstawia 10 najlepiej wyprodukowanych płyt w 2009 roku, a przecież dobór bitów ma w tym przypadku kapitalne znaczenie.
Dziesiątka przedstawia się nadzwyczaj mocno. Na tyle, że wiele dobrych płyt w ogóle się do niej nie zmieściło. Ale nie będę wyjawiać wszystkich tajemnic, zapraszam do lektury!
10. Słoń - Chore Melodie Horrorcore'u w Polsce wcześniej raczej nie było, a już na pewno nie na taką skalę, żeby zrobić całą płytę w takim klimacie. Co za tym idzie produkcja jest zdecydowanie innowacyjna. "Chore melodie" w istocie są chore. Mroczne kompozycje, gdzie sporą rolę odgrywają klimatyczne klawisze ("ASP", "Mocne ogniwo", "Marsz robotów, "Bezdech" czy ":)"). Mikser odpowiedzialny za większość bitów wie też jednak jak dobrze pociąć sample, dodać mocne bębny i stworzyć klasyczny kawałek w stylu pierwszej płyty Cypress Hill. Do tego momentami bardzo ciężkie brzmienie i dostajemy różnorodny, ale spójny materiał.
9. Pezet - Muzyka Emocjonalna Niespodzianką było nie tylko to, że płyta się pojawiła, ale także to, co na niej znaleźliśmy. O ile teksty może faktycznie są efektem chwili, to bity są na tyle dopracowane, że trudno uwierzyć w spontaniczność w ich tworzeniu. Zjawin, wspomagany przez Czarnego (tak, tego samego, co w Monopolu!), przygotował niespotykane wcześniej na polskiej scenie brzmienie. Głębokie aranżacje, nierzadko stroniące od zapętlania, niekonwencjonalne patenty i mnogość instrumentów sprawiają, że trudno określić charakter tych bitów. Ogromny plus za odwagę. No i za wszechstronność.
8. Numer Raz - Ludzie Maszyny Słowa Chyba wolałbym, żeby ta płyta była jakimś nieudanym eksperymentem, nieporozumieniem, zapełniona czymkolwiek innym, niż takimi świetnymi bitami. Do tego stopnia lubię rap Numera, że o wiele trudniej pogodzić mi się z tym, że spartolił tak dobre instrumentale. Paręnaście naprawdę dobrych, lekko brzmiących kompozycji spójnych stylistycznie, bogatych w trąbki, pianino, ale i sample. Dalej nie umiem zrozumieć jak Numer mógł nawinąć pod takiego "Cudaka" Artka, "Nocny rajd" Świętego czy "Słuchaj!!!" Sir Micha tak słabe linijki.
7. Warszafski Deszcz - Powrócifszy... Oldskulowa bomba. Styl Warszafskiego Deszczu znany jest każdemu, dlatego w tym przypadku nie mogło być mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu. Nie zawiedli czołowi polscy bitmejkerzy (Kixnare, Matheo, O.S.T.R.), ale i ci mniej fejmowi (Erio, Steez, Luxon czy poznawany dopiero szerzej Sir Michu) podesłali na "Powrócifszy..." prawdziwe kozaki. Parę bitów bym zmienił, ale i tak jest świetnie.
6. Sobota - Sobotaż To był bardzo dobry rok dla Matheo - ukazały się trzy pełnoprawne LP, których był wyłącznym producentem. "Sobotaż", najlepsza z nich, to aż 21 w konwencji, w jakiej ów producent czuje się najlepiej. Nowoczesne, elektroniczne brzmienie, sporo syntezatorów, ale i odrobina folkowych sampli znanych już ze współpracy z Guralem. Matheo bez trudu przychodzi zrobienie bangera, innym niekwestionowanym atutem są klawisze, które coraz częściej wplata w swoje kawałki. "Sobotaż" to przebojowa i nowoczesna produkcja, jakich bardzo niewiele na scenie.
5. Ten Typ Mes - Zamach Na Przeciętność W przypadku "Zamachu na przeciętność" mamy do czynienia z totalnym miszmaszem. Zaznaczmy: kontrolowanym miszmaszem. Oprócz typowo hip-hopowych produkcji (których akurat jest mało) znajdziemy tu i trochę funku i soulowy śpiew, jeden instrumental rockowy, odrobinę g-funkowych piszczał, a nawet elementy bluesa. Do tego wiele tu rzeczy zagranych, nie samplowanych. Jedyna płyta, jaka przychodzi mi na myśl, jeśli idzie o podobieństwo chociażby w jakimś stopniu, to "No one can do it better" The D.O.C.. Więcej takich albumów!
4. W.E.N.A. & Rasmentalism - Duże Rzeczy Mentos to kolejny z odważnych producentów, który obrał sobie drogę, po której stawia kolejne kroki. Nie ukrywa swojej inspiracji Detroit i jego czołową postacią - Jay Dee. Zresztą nawet, gdyby ukrywał, to już wstęp o znaczącym tytule "Korzenie" wszystko nam wyjawia. Ponadto Ment wyszukał na potrzeby płyty całą paletę soulowych sampli, którymi kontroluje nastrój płyty. Przyspiesza, by za chwilę zwolnić i odwrotnie. Do tego głębokie bębny i pozytywny vibe. Producent "Dużych Rzeczy" spisał się na piątkę.
3. Declaime - Muzikillmind Raper, który ma za sobą współpracę m.in. z Madlibem nie wybiera bitów od przeciętniaków, tylko od przekotów. Chyba za takiego możemy już uznać Metro, który albumem "Muzikillmind" zrobił kolejny milowy krok do przodu w swojej karierze muzycznej. Słuchając produkcji na płycie trudno uwierzyć, że jest dziełem Polaka. Bardzo bogaty aranż, skrupulatnie pocięte sample i groove, którego w polskim bicie jeszcze nie słyszałem. Byłoby jeszcze wyżej, gdyby płyta nie była taka krótka.
2.Zeus - Album Zeusa To, co Ment zrobił z soulem, Zeus uczynił z funkiem. Hasłami przewodnimi w brzmieniu "Albumu Zeusa" jest skoczność, energia, emocje, a by to uzyskać Zeus poubierał bębny w funkowe sample. Efekt? Wszystkie 14 kawałków to dojrzałe produkcje, które mają kopa!
1. Ortega Cartel - Lavorama A najlepszy okazał się oczywiście patr00. Producent z Montrealu jest za pan brat z jazzem, funkiem i soulem i wszystkie te dźwięki przepuszcza przez swoją empecetkę, by wyciągnąć pełne luzu i vibe'u hity. Hity w pozytywnym znaczeniu. Na "Lavoramie" znajdziemy i żwawe kawałki i leniwe jointy, ale nad niemal każdym z ponad 30 bitów na albumie unosi się letni i ciepły klimat. Doskonała płyta.
Czterech członków ŻTG Kartel postanowiło zabawić się w mikołaja i zrobić wszystkim wytrawnym melanżownikom prezent. Wraz z pierwszą gwiazdką przedstawiamy zatem... NOTES 4 MIXTAPE, pozycja obowiązkowa podczas tegorocznego sylwestra! Wprawdzie nie wyszła jeszcze trzecia część, ale my już wiemy, że czwórka i tak ją przebije. Kompilacja ponad 30 bengerów idealnych na imprezę wyselekcjonowanych starannie przez twórców całego zamieszania.
MATERIAŁ IDEALNY NA SYLWESTRA, KARNAWAŁ I KAŻDĄ IMPREZĘ.
To wszystko oczywiście przeplatane skitami rodem z życia ŻTG oraz zajebiście zmiksowane. Całkowicie ZA DARMO! DO ŚCIĄGNIĘCIA.
To nie wszystko. Przygotowaliśmy dla Was fizyczne wydanie materiału! Zrobiliśmy to naprawdę profesjonalnie, a płyta będzie wyglądać zacnie na półce. Nadruk na cd, poligrafia z małą wkładką i eksklyzwnymi pozdrowieniami. Już wkrótce podrzucimy zdjęcia płyty, byście mogli sami przekonać się, że warto posiadać swój egzemplarz NOTES 4 mixtape.
Dodatkowo, do każdej zakupionej płyty dołączamy CD "ŻTG 2009 UNPLUGGED", czyli ŻTG Kartel od kuchni anno domini 2009. Filmy z wyjazdów, imprez... Zobaczysz jak Kartel wygląda od środka! To wszystko za grosze... Przelanie zaledwie 8 pln sprawi, że będziesz mógł odpalić sobie NOTES4 w aucie czy puścić znajomym na godzinę przed nowym rokiem!
Oczywiście sam mixtape wrzucamy w net już dzisiaj!
Sam sprawdź promo i oceń :
Tracklista:
1. Tede - Merctedes S600( Dj Tuniziano blend) 2. Westside Connection - Gangsta Nation (feat. Nate Dogg) 3. Juelz Santana - Days of our lifes 4. Losowanie skit 5. DonGuralesko - Cały Lokal Pływa 6. Big Pun - Still not a Player 7. Method Man & Red Man - A-YO (feat. Saukraters) 8. PTP - Chcę to widzieć(feat. Tomek Organek) 9. P.Diddy- Last Night REMIX (feat. Phralell, Keyshia Cole, T.I.) 10. Kopcińskiego Skit 11. Dj Quik - Mo' Pussy 12. Rychu Peja Solufka - Gruba Impra z Rysiem 2 (feat. Crim) 13. Too $hort - Moneymaker (feat. Pimp C, Rick Ross) 14. Pel-son- Nonstop bez snu 15. MTV CRIBS 2 Kalin Skit 16. Q-tip - Won't trade 17. The Roots - The Seed 2.0 (feat. Cody Chestnut) 18. Sobota- Ty jak Ja, Ja jak Ty 19. Pozdrowienia Skit 20. R.Kelly - Hotel(feat. Cassidy) 21. The Jonesz - Guess What 22. Dj Tomekk - Kimnotyze (feat. Lil' Kim) 23. Chłopaki z Czeladzi Skit 24. Massey - Pijmy do dna (feat. Masseya Stary) 25. Slim Thug- Welcome 2 Houston (feat. Chamillionaire, Paul Wall, Mike Jones, Pimp C, Bun B) 26. Cypress Hill - Latin Thugs (feat. Tego Calderon) 27. Dj 600V - W klub idziemy(feat. Ero, Małolat , Mes, Pezet) 28. To jest ten KARTEL skit 29. M.O.P - Cold as ace 30. VNM - zrób to!(feat. Rastamaniek) 31. Paluch- Wokół mnie (feat. DonGuralesko) 32. MTV CRIBS 3 Kalin Skit 33. Pezet- Lubię 34. Snoop Dogg - Beautiful (feat. Phrall) 35. Statik Selektah - Get out the way (feat. Bun B) 36. Szukajcie mnie Skit 37. Three 6 Mafia - I’d Rather 38. OutKast - Hey ya! 39. 50 Cent - Outta Control 40. Outro
Biorąc pod uwagę fakt jak bardzo nieopłacalne jest robienie klipów hip-hopowych w Polsce tym bardziej należy wspierać artystów, którzy nie rezygnują z tej formy promocji, w dodatku robią to z pomysłem, impetem i efektownie. Przed Wami 10 najlepszych polskich rap-teledysków.
10. Ortega Cartel - Dobre Czasy (feat. Reno) Ortega jako SixteenPadsFilms własnoręcznie realizuje swoje klipy. Zajmują się oni tym naprawdę profesjonalnie, dodając do tego swoje pomysły, efekt jest piorunujący. Łódź pokazana od strony ulicy nabiera nowego wymiaru. Atmosfera na planie klipu musiała być baaardzo wesoła. W zasadzie nie ma w tym teledysku nic niezwykłego, a obraz mimo to przyciąga.
9. Pyskaty - Co ze mną? Ostatni kawwałek z debiutanckiego albumu to bardzo osobiste rozliczenie Pyska ze swoim życiem. Trzy szesnastki, trzy tematy i to również doskonale oddaje klip, gdzie każda zwrotka pokazana w innej scenerii. Obraz zdecydowanie potęguje przygnębiający nastrój, a przecież taka jest rola teledysku. Dobra robota nowej grupy TOCZYvideos.
8. Prys & Bleiz - Mamy przepis (feat. Jazzy) Bardzo prosty obraz, w którym liczy się przede wszystkim klimat. Część zdjęć kręcona na rejsie statkiem organizowanym przez gospodarzy, część w plenerze gdzieś we Wrocławiu. Oni po prostu mają przepis na smakowity klip.
7. TeTris - Obudź się/TeTrock Oprócz tego, że oba kawałki są moimi faworytami na "Dwuznacznie", to jeszcze na uznanie zasługuje pomysł związany z pierwszym z nich. TeTris oprowadza nas po swojej trackliście, przechodząc z pokoju do pokoju. Łącznie 17 pokoi, tak jak 17 tracków na płycie.
6. Ortega Cartel - To historia Gdy pojawił się ten singiel, hip-hopowa Polska oszalała. Rewelacyjny kawałek zilustrowany dodatkowo klipem sprawił olbrzymi hype na "Lavoramę". Zdjęcia w pralni czy sklepie z winylami - niby nic odkrywczego, a jednak znów całość zachwyca.
5. Trzeci Wymiar - Bezpowrotnie Moim skromnym zdaniem znacznie trudniej zrobić imponujący klip do ciężkiego numeru, niż smaczny do luźnego, w którym można pokazać cokolwiek wywołującego uśmiech na ustach. Trzeci Wymiar już od paru lat idzie tą cięższą drogą... Obraz do "Bezpowrotnie" to kolejny klimatyczny klip w dorobku 3W.
4. DonGuralesko & Matheo - Idziemy po swoje Nietrudno wyliczyć, że cała sprzedaż "Inwazji Porywaczy Ciał" nie pokryje nawet połowy kosztów realizacji tak efektownego klipu. Ale DGE ma olej w głowie i myśli długofalowo. Klip obejrzany na youtube prawie pół miliona razy przyniesie swoje żniwa w przyszłości.
3. Warszafski Deszcz - Już od '99 płynę Jak niewiele potrzeba, by zrobić świetny klip pokazała ekipa WFD. Oldskulowe ubrania moro, ciemna ulica i grupa ludzi w kapturach i praktycznie bez żadnego budżetu osiągnęli cel założony cel - przenieśli nas 10 lat wstecz.
2. Sobota - Stoprocent 2 (feat. Kool Savas, DonGuralesko, Walle-E, Rytmus, Bigz) "O co chodzi? Rozebrane panie, pijaństwo - to ma być dobry teledysk? Typowe dla polskich raperów..." - tak pewnie powiedzą po obejrzeniu klipu osoby niezwiązane z rapem. W rzeczywistości prawda jest inna - teledysk jest inny od wszystkich! Zrobiony "z jajem". Najlepsze jest w nim jednak to, że on właśnie taki miał być! Koncept był taki, żeby pokazać polskiego rapera tak, jak widzą go inni. Wieśniak, chlejus... Ekipa Stoprocent z dystansem podeszła do tego tematu i ukazała zagranicznym gościom taki właśnie stereotypowy obraz rapera Polaka. Efekt jest porażający, a klip od października został już obejrzany ponad milion razy!
1. Eldo - Granice Czasem klip jest zobrazowaniem tekstu, czasem ma wywołać głębsze emocje, a czasem jest całkowicie nową interpretacją kawałka. Tak właśnie jest w przypadku "Granic" Eldo z ostatniej, słabej notabene płyty "Nie pytaj o nią". Dawno nie oglądałem polskiego klipu posiadającego jakąś fabułę i z ciekawością patrzałem jak rozwinie się akcja... Brawo!
Kiedyś obiecywałem, że napiszę ranking koncertów, w których uczestniczyłem w 2009 roku. W poprzednią sobotę miał miejsce ostatni z nich - Śląski Rap Festiwal, dlatego nadszedł czas, by zrobić pierwsze podsumowanie. Jedynym założeniem było umieszczenie maksymalnie jednego występu artysty/formacji, co znacznie utrudniło skompletowanie naprawdę mocnej dziesiątki. Takiego Tedego to widziałem w tym roku czterokrotnie (co też pokazuje, jak dobry był to dla niego rok), ale widnieje tu tylko raz. W innym wypadku ranking byłby bezbarwny, a przecież i tak show tego samego artysty nie różnią się zbytnio od siebie. I oczywiście jest to ranking pojedynczych występów, nie zaś koncertów, imprez. Czas start.
10. Junior Stress - Outline Colour Festival To był drugi raz, kiedy chcąc, nie chcąc oglądałem występ tego gościa i utwierdził mnie on w przekonaniu, ze choć jest niewielki wzrostem, to wielki duchem. I choć to zupełnie nie moje klimaty, występ zapadł mi na tyle w pamięć, że potrafiłem docenić rozruszanie swoją charyzmą "załogi", jak zwykł mówić Junior o publice.
9. HST - I love diss game 3 Gdy w jednym z newsów ogłoszono, że trzecią część freestyle'owej bitwy I LOVE DISS GAME uświetni występ "śląskiej legendy" w osobie Hasta wielu parsknęło śmiechem słysząc tytuł nadany wysokiemu raperowi. Gdy wszedł on jednak na scenę i zasalutował śląskiej publiczności, reakcja publiki nie pozostawiała wątpliwości - HST z miejsca potwierdził słusznie nadane mu miano. I choć występ był krótki, to ciekawy (m. in. "Kilka minut z nią" na bicie "Where is the love" Black Eyed Peas wyszło świetnie). Spore zaskoczenie in plus.
8. Zeus - Outline Colour Festiwal Jeszcze rok temu oddałbym wiele, by poszaleć w tłumie podczas grania "Jestem tu". Tak się złożyło, że 2 tygodnie przed OCF byłem na jeszcze jednym koncercie Zeusa, w Lublińcu. Tam jednak publika składała się z 20 osób (liczyliśmy) i aż żal było patrzeć. W Łodzi miało być inaczej. Zeus grający u siebie, liczna publiczność i późna pora. Jednak znów się zawiodłem. Zeus zagrał praktycznie same kawałki z debiutanckiego "Co nie ma sobie równych" i to w w kolejności z tracklisty. Zero zaskoczenia. A pamiętacie zwrotkę Kamila Rutkowskiego na mixtape'ie Cube'a? To właśnie DJ Zeusa, pomimo przechwałek kolegi okazał się tym, który "gra z winampa". Brak obycia na scenie, było momentami zwyczajnie nudno, choć oboje z Joteste się starali. Szkoda.
7. Tede - Promocja Note2, MegaClub W pewnym momencie miałem już dość koncertów Tedego, ale no zrobił koleś wjazd za free to co, miałem nie wpaść? Z tym darmowym koncertem to też jest ciekawa historia, ale bez hejterstwa, nie ma co rozdmuchiwać sensacji. Tede zagrał materiał z dobrego "Note2" i przekrój kawałków z całej dotychczasowej kariery, co zapewniło kawał dobrej zabawy zebranym. Wkurwiało tylko to, że zaznaczał często, że gra za darmo. Cwany jest ten Tede, tyle powiem.
6. Donguralesko & Matheo - Śląski Rap Festiwal Najświeższy występ, sprzed dokładnie tygodnia. I co z tego, że na scenie bełkoczą z Guralem Matheo i Qlop. DGE robi zajebiste show, tak, że cały lokal pływa. On jest na innym levelu, synku. A ta ich "nwazja Porywaczy cikicikiciał" faktycznie porywa tłumy.
5. Numer Raz - Promocja Ludzie Maszyny Słowa, MegaClub Haha, wiem, pięknie wyszedłem na zdjęciu. Chciałem po prostu być tak samo wyluzowany jak Numer. Lubię gościa i nic na to nie poradzę. To nic, że spartolił "Ludzie Maszyny Słowa". Na koncercie szalałem przy skocznym "Cudaku", ale i przy przygnębiających "PL.otkach". Do tego ulubione kawałki ze świetnej pierwszej płyty, obycie na scenie, charakterystyczny luz. Po prostu wszystko, czego oczekuję od dobrego występu. Pozdro Numer!
4. Ten Typ Mes - Reggae & Rap Liga, Kocynder "Opowiem Wam, ale najpierw lufeczkę strzelmy". To była akcja z tym koncertem. Rok temu byłem na koncercie Piha w dniu premiery "Kwiatów zła", przez co nie znałem jeszcze materiału, który był grany, a to z kolei znacznie utrudniało mi czerpanie przyjemności z uczestniczenia w widowisku. Tym razem identyczna sytuacja miała miejsce z Mesem i jego "Zamachem na przeciętność". Słuchałem płytę w pośpiechu, by coś kumać podczas występu. Okazało się finalnie, że do listy granych kawałków wskoczyły tylko 2 single, świetnie tłumowi znane. To wyszło koncertowi na dobre. Materiał Flexxipu przez "Spalonych innym Słońcem", "Alkopoligamię", kończąc na "Oczach szeroko otwartych" gwarantował dobry odbiór fanów. Na pewno zapamiętam też backstage'ową pogawędkę ze Stasiakiem o pizzy z bigosem oraz wychyloną lufę z Typem. To był udany wypad.
PS. Macie niepowtarzalną okazję zobaczyć groupistkę Mesa. Szukaj na focie.
3. M.O.P. - Outline Colour Festiwal Headliner koncertu przyjechał do Łodzi zdecydowanie po paru głębszych i nie wiadomo do końca czy to przez to czy z innego powodu Lil' Fame i Billy Danzenie dopuścili się już na starcie niemałej wtopy. Krzycząc "are You here, Warsaw?!" nie zyskali sympatii łódzkich fanów. Jednak wraz z poprawieniem się na "Łucz" zaczęli zacierać te złe wrażenia. Swoje największe hity przeplatali kawałkami granymi na bitach przez innych artystów. I tak usłyszeliśmy "Lean Back" czy "Full Clip". Wielka szkoda, że przez całkowite wycieńczenie drogą i zabawą przez pół dnia nie dotrwaliśmy do końca występu. Mimo wszystko fajnie było usłyszeć na żywo "Cold as ice" czy "Ante up". PS. W tym szale niestety nie dało się zrobić lepszego zdjęcia ;)
2. Jeru the Damaja - Outline Colour Festiwal Jeru w przeciwieństwie do M.O.P. zawitał na miejsce festiwalu dużo wcześniej. Rozłożył stoisko z płytami, pozował do zdjęć z fanami i nikomu nie odmawiał pogawędki. Jednak to jak sympatycznym i świetnym jest człowiekiem pokazał dopiero na scenie. Doskonały kontakt z publiką, ciągłe żarty i sposób, w jaki traktował wszystkich zebranych zasługuje na ogromny szacunek. Do tego, by usłyszeć "Da bitchez" czy "99,9 percent" na żywo warto było pojechać na OCF w tym roku.
1. Warszafski Deszcz - Promocja Powrócifszy, MegaClub Już kiedyś wspominałem - ten koncert to był prawdziwy ogień. Od samego początku, gdy z kumplami obstawialiśmy od czego zaczną, aż po sam koniec, gdy doczekaliśmy się "Ja mam to, co ty". No nie da się tego po prostu opisać, idealne zgranie na scenie, feedback publiki, moc, energia, emocje i po prostu można było przez półtora godziny oderwać się od ziemi. Po prostu zobaczcie sami chociaż namiastkę. To było piękne.
Ekipa Wielkie Joł, która zawitała w całości, okazała się być prywatnie bardzo przyjaźnie nastawiona do każdego, kto chciał porozmawiać, cyknąć fotkę czy zdobyć autograf. Wiadomo - fota z Setką najcenniejsza, haha ;)
Kilka słów tytułem podsumowania. Bardzo żałuję, że na dwóch koncertach, na których również ogromnie mi zależało, a mimo, że byłem tego bliski, nie mogłem się znaleźć. Pierwszym jest majowy koncert Evidence'a w Pradze. Na supporcie Fashawn, za deckami Alchemist. Ach, jaka szkoda, że nie miałem wtedy pieniędzy... Drugim nieosiągniętym celem był klub muzyczny Studio w Krakowie wieczorem 29 listopada. Swój występ miał tam wtedy francuski kompozytor Yann Tiersen, znany głównie z soundtracku do filmu "Amelia". Gdy później przeczytałem, że owy koncert zagrany został "na rockowo", żal był o wiele mniejszy. Tym razem przeszkodziła praca. Wiadomo - występy The Roots czy De la Soul w Warszawie to swoją drogą marzenie chyba każdego fana... Ale z tym byłoby znacznie trudniej, ze względu na odległość i koszty. Na przyszły rok planuję wreszcie wybrać się na HipHopKemp. Znając życie znów albo braknie chętych, albo nie zadowoli mnie line-up, albo przeszkodzi co innego.
A zamykając swój koncertowy rok 2009 chciałem powiedzieć, że wspomnienia związane z wyjazdami czy wypadami na koncerty są naprawdę bezcenne, a obcowanie z ulubionymi artystami na żywo, możliwość rozmowy czy zrobienia sobie pamiątki w postaci zdjęcia/autografu nie zastąpi Ci nawet płyta.
Przesłuchując kolejne płyty i przygotowując się do podsumowania roku 2009 natrafiłem na kolejną perełkę. Fashawn i Ev we wspólnym numerze. Kozacki bit od Exile, przypominający Premiera z najlepszych produkcji, Mr Slow Flow raz kolejny hipnotyzuje, a i Fashawn świetnie pojechał. W ogóle cała jego płyta dobra, zaskoczony jestem na plus, bo po mixtape'ie na bitach Alchemista nie oczekiwałem zbyt wiele.
Przy okazji i tu zacznę promocję kolejnego projektu (kolejnych projektów?) ŻTG Kartel, który dumnie reprezentuję. Póki co sprawdźcie zapowiedzi zrobione przez 2PadsFilms, wkrótce więcej info.
W ostatnim, realizowanym przez Andrzeja Całę, wywiadzie dla Onetu patr00 wspominał, że bardzo cieszy go fakt, że jego głównym zajęciem i jednocześnie źródłem utrzymania jest tworzenie klipów. Już przy "Lavoramie" była to nadzwyczaj przednia robota, ale po jakimś czasie trafiłem na kanał yotube SixteenPadsFilms i obejrzałem resztę filmów. Lotus, kimkolwiek jest, do czołowych graczy nie należy (cóż za wyszukana ironia), ale klipy to ma naprawdę dobre. Sprawdźcie co wyczynia z kamerą patr00 i spółka. Żeby im się wkrótce udało nawiązać współpracę z kimś naprawdę sporym, bo niewątpliwie na to zasługują.
Nie używam zbytnio facebook'a, ale znajoma podklepała tam właśnie link do kawałeczka, który genialnie pasuje na niedzielny poranek. Lekki kacyk jeszcze jest, także rozwiń rolety i wstawaj.
Gdy pierwszy raz zobaczyłem i usłyszałem rudowłosą wokalistkę, powiedziałem coś na kształt "co to, kurwa, jest?!". Potem kumpel polecił mi całą ich płytę, zalegała mi na dysku, zalegała, ale w końcu odpaliłem, gdy miałem parę wolnych chwil i dość rapu.
La Roux z francuskiego to "Rudzielec". Wkrótce później przekonałem się do tego rudzielca z vivy. Łatwa, rozrywkowa i po prostu przyjemna płyta, klasyfikowana gdzieś w popie (i chuj z tym!) w nieco innym klimacie niż papka, która otacza nas zewsząd. Bo La Roux w tym momencie także otacza nas zewsząd. A singiel "Bulletproof" słyszał już chyba każdy, kto używa telewizji/radia. La Roux to powrót do lat 80. Gardzący gitarowym brzmieniem londyńczycy stworzyli płytę pop w stylu retro, przy użyciu elektroniki i syntezatorów. W wolnej chwili sprawdźcie ich debiut, bo naprawdę miła odskocznia; poniżej 2 kawałeczki. A więcej o zespole przeczytacie w listopadowej Machinie. Także spieszcie się, nim nadejdzie grudzień, a ja lecę na film.
To jest ta trzynastka, to jest ta trzynastka, Roman Polański tak robi rap! Haha, uszczypliwości w stosunku do reżysera końca nie widać, ale dziś będzie o innej Trzynastce. Na myśli nie mam jednak także Waldka Kasty. O Dionne Bromfield już jakiś czas temu wspominałem. 13-letnia (sic!) siostrzenica Amy Winehouse wydała swój pierwszy album "Introducing Dionne Bromfield". Bez względu na koligacje rodzinne, dziewczyna niewątpliwie posiada ogromny talent, a jej świeży krążek wypełniony na razie coverami jest na to żywym dowodem. Mama mówiła, żebyście po niego sięgneli. To drugi singiel promujący płytę.
Z tych świeższych rzeczy po kolejnym odsłuchu przemówiło do mnie także "Arts & Entertainments" od Edo G i Ace'a. Zaraz przy premierze dostaliśmy 2 klipy, ale mi do gustu najbardziej przypadł kawałek poniżej. Póki co, to tyle, niestety praca po 12 godzin dość istotnie wycieńcza.
Trochę się pospieszyłem z tym tytułem debiutanta roku dla Pyskatego. Sobota swoim albumem też sporo namieszał, trochę za świeży krążek, by ocenić na chłodno który lepszy, ale mi się bardzo podoba. Swoim charyzmatycznym stylem nadrabia braki tekstowe, poza tym wiele linijek jest naprawdę mega celnych: "zacznijmy rzecz może od cudzołóstwa, sam rozumiesz Boże, sam stworzyłeś te bóstwa, skoro stworzyłeś mnie na swoje podobieństwo, musisz oglądać się za lalkami często". Hehe, lubię tego typa i nikt mnie nie przekona że album jest za długi, że koleś za dużo klnie, bla bla bla. Ja się jaram.
Zresztą powoli zaczynam sobie w głowie składać podsumowanie płyt roku 2009. No bo co tu jeszcze zostało? Zeus (jestem przeogromnie ciekawy czy udźwignie spory ciężar wydać album godny debiutu), Rasmentalism + Wudoe (b. podobnie), "Dowód rzeczowy nr 1" Piha, Waldemar Kasta "13" i to by było na tyle raczej. Aha, haha, przecież jeszcze Tedunio "Not3". Bo sory, ale Familia HP, 52 Dębiec ani Raca PeeRZet to mojego rankingu nie zawojują i to wiem już dziś. A do Pjusa i jego "Life after death" podchodzę raczej sceptycznie. Na razie największy nacisk Alkopoligamia kładzie na fakt, że Pjus nie słyszy. Ja nie mając nogi, nie walczyłbym o tytuł 'najlepszy piłkarz bez nogi'. Nadrabiam też zaległości, tak, żeby niczego nie przeoczyć. I tak niestety pewnie będę musiał w końcu sprawdzić piekielny projekt 3F, czyli Fundacja#1, Fu i Firma. Na razie murowanym kandydatem do pro projektu AD2009 jest ŻTG Kartel "Będzie ołrajt" mixtape. Kurwa jaki ty jesteś brzydki, japa chamie, wal się na cycki, nasz mixtape jest najlepszy ze wszystkich! Ściągnijcie go wszyscy stąd, zanim popełnicie FOPA przy waszych rankingach.
Jak już zaznaczałem, gdzieś od lipca mam fajrant. Jednak ten stan nie do końca mnie satysfakcjonuje. Począwszy od tak banalnej przyczyną jaką jest brak hajsu nawet na opłacenie zaocznych studiów, kończąc na fakcie, że nie umiem już wysiedzieć w domu. Jednym z pozytywnych efektów mojego biernego trybu życia jest ruszenie znowu z większą parą mojego bloga. Innym zdecydowanie są wywiady. Których w ostatnich dwóch tygodniach już przeprowadziłem trzy. Czwarty i piąty są work in progress. Tym razem będą to głównie raperzy, hehe. Śmieję się, bo to zadziwiające, że nie mając nigdy do czynienia z produkowaniem, bohaterzy połowy moich wywiadów to bitmejkerzy. Dj Wich, Noon, Patr00, Matheo (i biografia Scotta Storcha), a teraz Sir Michu. Przepytałem też dwóch raperów - Łysonżiego i Procenta. Niektóre z odpowiedzi są naprawdę ciekawe. Z tym "nigdy nie miałem do czynienia z produkowaniem" to trochę przesadziłem, wszak mam na koncie mix owego mixtape'u ŻTG Kartel! A my tymczasem nie próżnujemy i planujemy jeszcze w tym roku coś bombowego zrobić. Joł!
Na odsłuchu m.in. Białas - Nie jestem w 4mie mixtape Big Punisher - Capital Punishment Common - Finding Forever Dj Tuniziano - Polski Blender Ematei - Palenie... mixtape Erykah Badu - Baduizm Erykah Badu - Mama's Gun Erykah Badu - New Amerykah Ghostface Killah - Ghostdini J Dilla - Dillanthology Kid Cudi - The man on the moon Lords of the Underground - Here come the lords Lords of the Underground - House of the lords Lords of the Underground - Keepers of the funk Lords of the Underground - Ressurection Łysonżi - Dżonson Mardi Gras - Podaj dalej Marika - So sure Masta Ace & Edo G - Arts & Entertainments Mayer Hawthorne - A strange arrangement Mr. J. Medeiros - Friends Enemies Apples Apples Nosaj Thing - Drift Numer Raz - Ludzie, maszyny, słowa Ortega Cartel - Lavorama Ortega Cartel - Paskowy duel OutKast - Aquemini OutKast - ATLiens Pablopavo & Ludziki - Telehon Pezet/Noon - Muzyka poważna Proceente - Galimatias Proceente - Znaki zapytania Proceente & Dj Abdool - T.O.A.S.T. mixtape Prys & Bleiz - Wroakland mixtape PTP - Północny Toruń Projekt Pyskaty - Pysk w pysk Rasmentalism - Dobra muzyka ładne życie Roy Ayers - Everybody loves the sunshine Roy Ayers - Virgin Ubiquity Roy Ayers - Virgin Ubiquity remixes Rychu Peja Solufka - Na serio Sobota - Sobotaż Sobota - Urodzony by przegrać, żyję by wygrać mixtape Tomasz Stańko Quintet - Dark eyes Too $hort - Blow the whistle Tede - S.P.O.R.T. Tede - Note2 TeTris - Dwuznacznie Three Times Dope - Oryginal Stylin Trzeci Wymiar - Złodzieje czasu Trzyha - Nastukafszy Warszafski Deszcz - Powrócifszy... WSRH - Unhuman mixtape WuTang Clan - Enter the WuTang Clan WuTang Clan - Iron flag
Dyniowski, czyli naczelny kucharz ŻTG Kartel, którego jest dumnym reprezentantem. 4-krotny triumfator elitarnych rozgrywek ISS Pro League, student Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy, redaktor Magazynu HipHop - jedynego czasopisma o tej tematyce pozostającego na rynku oraz organizator imprez masowych.