czwartek, 25 czerwca 2009

Prys i Bleiz mają przepis na klip

Krótko i zwięźle. Produkcja: Eten + rap: Prys i Bleiz + wokale: Magdalena Dzięgiel aka Jazzy = klip do "Mamy przepis" promujący "Wroakland mixtape". Smacznego!

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Nocne wolne myśli 5

Witam ponownie w nocy, dziś będzie krótko, bez gimbusowskich fotek nowych ciuchów czy płyt. Te w natłoku nowości przybywają wolniej, wybierane są jednak nadzwyczaj starannie.

Pół godziny temu dowiedziałem się, że wyleciałem ze studiów. Nieco dziwne, wszak dopiero czerwiec. Ostatecznie jednak porażka jest o tyle mniej bolesna, że jest to pierwszy rok i to w dodatku na kierunku niekoniecznie trafionym. Tak naprawdę to wszystkie moje działania podporządkowane są jednak teraz wczasom! Załatwianie wypoczynku dla Kartelu, później zarobek, a po drodze...? No właśnie! Otóż wiecznie bierny muzycznie Dyniowski zabrał się wreszcie za coś, co naprawdę jest bliższe ukochanym dźwiękom niż jakiekolwiek recenzje, wywiady czy rankingi. Co to jest? Zdradzić jeszcze dzisiaj nie mogę, gdyż jest to niespodzianka szykowana głównie dla najbliższych przyjaciół, która zresztą będzie z nimi ściśle powiązana, a wierzę, że mimo wszystko niektórzy z nich czytują choćby raz na jakiś czas tego oto bloga. Kampania promocyjna tego przedsięwzięcia już ruszyła! Wkrótce i na łamach tego miejsca powinny ukazać się jakieś informacje na temat tego tajemniczego projektu. Dodam tylko, że jest przy tym świetna zabawa, która jednak pochłania sporo mojego czasu. Czekajcie cierpliwie!

Za nami, jak wszyscy wiemy (niech mnie, ale teraz wyjątkowo jestem pewien, że 'wszyscy' nie jest nadużyciem) premiera "Powrócifszy". Po albumie oczekiwałem naprawdę wiele. I nie zawiodłem się. Podobnie zresztą jak na koncercie, na którym byłem 4 dni później. O wrażeniach miałem zamiar podzielić się w artykule, który planowałem napisać z myślą o podsumowaniu pierwszego półrocza pod względem koncertów, na których dane mi było się znaleźć. Ze względu jednak na to, że uzbierało się ich bodajże 5, najprawdopodobniej odłożę to na koniec grudnia. Powiem tylko tyle, że momentami był prawdziwy ogień! Trudno to wyrazić słowami. Po prostu wpadajcie na koncerty WFD i skaczcie jak najwyżej! A potem róbcie sobie fotki z Setką ;) Nie będzie rankingu koncertów, pojawi się za to druga część luźnego podsumowania gorącego okresu letniego, czyli płyt wydanych w czerwcu, a także kolejna odsłona "dlaczego warto czekać na...". Tym razem będzie nieco inaczej, ale o wszystkim dowiecie się czytając na dniach nowy art. A o Ortedze cisza celowo. Oni tutaj jeszcze wrócą.

Zakładając w grudniu tego bloga nie wiedziałem zbytnio czego się spodziewać. Czytuję regularnie blogi, które niestety (sądząc po ilości komentarzy) nie mają zbyt wielu odsłon, dlatego też byłem pełen obaw co do tego, czy nie będę pisał sam dla siebie. Nie wyznaczałem sobie czasu na "rozkręcenie interesu", ale wiadome było, że ewentualne zainteresowanie może trochę potrwać i dziś mogę w zasadzie powiedzieć, że potrwało krócej niż się spodziewałem. Propsy i polecanie tego bloga przez parę już osób to naprawdę miłe. Cieszy, że praca i czas, które człowiek w to wkłada nie idą na marne. Bo mimo, że traktuję to czysto zajawkowo, to jednak staram się robić nieźle. Przestanę pisać, gdy będę czuć, że robię to dla zasady. Aktualizowanie rzadziej, ale za to z dłuższymi tekstami - to chyba optymalne dla mnie rozwiązanie. Ja propsować innych nie zamierzam, nie jestem żadnym autorytetem, z którego zdaniem warto się liczyć. Ci, których wkład w pisanie doceniam, wiedzą o tym, gdy komentuję im posty (tak Lite, Twój wkład też doceniam, mimo że chyba czujesz hejting z mojej strony).

Po dłuższej przerwie spowodowanej kilkoma problemami wraca Magazyn HipHop. Okładka numeru #61 już za parę dni w internecie. Myślę, że zawartość zrekompensuje czekanie. L.U.C., Rasmentalism & Wena, Trzeci Wymiar i naprawdę wielu innych. Nie zabraknie i materiałów nadesłanych przeze mnie - będzie wywiad i pierwsza w biografia. Czekajcie!

Miało być krótko, ale się nie udało ;) Na koniec napiszę to, co już zostało tu przeze mnie wspominane: sprawdzajcie Słonia! Szkoda jedynie, że "Intro" jest najlepsze, hehe. Wspomniane dobre słowa o tym blogu nie zostaną zaprzepaszczone, więc sprawdzajcie ciągle nowe teksty! Pozdrawiam.

Numer na nocne przesiadywanie: Słoń - Intro

Na odsłuchu m.in.

3H - Nastukafszy
A Tribe Called Quest - Midnight Marauders
A Tribe Called Quest - The Love Movement
Borixon & Kajman - Semtex
Dj Quik & Kurupt - Blakqout
Fabuła - Dzieło sztuki
Foesum - The Foefathers
Ill Bill - The Hour of Reprisal
J Dilla - Jay Stay Paid
Jamal - Rewolucje
Jamal - Urban Discotheque
Jedi Mind Tricks - Legacy of blood
Marco Polo & Torae - Double Barrel
Mos Def - The Ecstatic
Notorious B.I.G. - Life after death
Ortega Cartel - Lavorama
OutKast - Aquemini
OutKast - ATLiens
Papoose - Internationally Known
Pezet - Muzyka Emocjonalna
Proceente & Dj Abdool - Toast mixtape
Prodigy - Invaders must die
Q-tip - The rennesaince
Słoń - Chore melodie
Tha Dogg Pound - Dogg Food
The Alchemist - 1st Infantry
The Alchemist - The Cookbook
The Alchemist - Rappers Best Friend
Warszafski Deszcz - Powrócifszy
West Side Connection - Bow Down

piątek, 12 czerwca 2009

O alchemiku z Kalifornii słów kilka, czyli dlaczego warto czekać na Chemical Warfare


Nie wiem, czy również odnosicie podobne wrażenie, ale czy ten człowiek nie jest wciąż niedoceniany? Spod jego rąk wyszły już 2 longplay'e, 5 płyt instrumentalnych, jego bity są na wielu produkcjach o wysokich ambicjach, a jednak on sam wydaje się być poza kręgiem najbardziej pożądanych producentów. A szkoda.

Alan Maman, czyli Alchemist, został po raz pierwszy dostrzeżony przez samego B-Reala. Szybko zdobył szacunek produkując bity dla Cypress Hill, Dilated Peoples i Mobb Deep. Praca ta nie przeszła niezauważona w hip-hopowym środowisku, a to zaowocowało kolejnymi collabos, m.in. z Nasem, Jadakissem, Ghostface Killah czy Snoop Doggiem. Od niemal roku słyszymy o kolejnej płycie Alc'a. Premiera "Chemical Warfare", bo taki będzie mieć tytuł, zaplanowana jest na 7 lipca. Pytacie czy warto na nią czekać?

Od 2004 i "1st Infantry" - jego pierwszej producenckiej płyty alchemik z Kalifornii może imponować długą listą znamienitych gości. Nie jest to bynajmniej zasługa koneksji, bo kto nie chciałby się dograć na taki bit?

Oprócz Nasa i Prodigy'ego, na "1st Infantry" pojawiają się między innymi B-Real, The Game, Mobb Deep, Dilated Peoples, T.I. czy Devin The Dude. Album rozszedł się w ilości 200 tysięcy sztuk. Od tamtej pory głównymi przedsięwzięciami Alchemista były wspólna płyta z Prodigy'm, wyprodukowanie sporej części "The Weatherman" - debiutu Evidence'a (z którym to tworzy duet Step Brothers) oraz instrumentalne "Rapper's best friend". Dopiero pod koniec 2008 roku usłyszeliśmy, że wre praca nad nowym krążkiem. I tak jak jego kompan Ev w zasadzie promując "Cats & Dogs" nagrał świetne "The Layover EP", tak identycznie postąpił Alc. Krótkie, bo zawierające zaledwie 6 utworów wydawnictwo nosi nazwę "The Cookbook" i w zamyśle jest przedsmakiem do tego, co ma na nas czekać w lato 2009. Zawierało nawet dwa utwory, które mają znaleźć się na "Chemical Warfare", oczywiście okrojone z niektórych zwrotek. Bit do "Therapy" z Evidence'm, Blu i Kid Cudim bardzo przypomina świetne "To The Top" Statik Selektah.

Jedną z największych, jeśli nie największą zaletą producenta urodzonego w Beverly Hills jest wszechstronność. W zasadzie ciężko go sklasyfikować, zaszufladkować w jakiś sposób. Potrafi zrobić typowo kalifornijskie bujające jointy, jak i brudniejsze, bardziej surowe podkłady. Nie stroni od elektroniki, jak i sampli, a jedyną barierą przy tworzeniu wydaje się być poczucie smaku.

Promocja "Chemical Warfare" nie zakończyła się na wypuszczeni epki. W okolicach marca pojawił się pierwszy singiel. I znów zaskoczenie! "Smile" jest przyjemne, wysmakowane, między innymi dlatego, że refren śpiewa Maxwell. Ten szykujący się do powrotu artysta to prawdziwa legenda soulu. Jestem przekonany, że swojego głosu użyczyłby naprawdę niewielu producentom. Oprócz niego i zwrotki samego Alchemista, dostajemy także Twistę, jednak w jego przypadku o zaskoczeniu nie może być mowy.

Gdy do wiadomości publicznej udostępniono tracklistę albumu, oczekiwanie zostało spotęgowane. Mieszanka undergroundowych rookies i prawdziwego mainstreamu to zawsze ciekawe połączenie. Oprócz stałych gości pojawiają się tam: Kool G Rap, KRS-One, Snoop Dogg, Three 6 Mafia, Fabolous, Talib Kweli, Eminem, a nawet Tha Dogg Pound! Znajdzie się coś dla naprawdę każdego. Ja zostawiam Was z singlem okraszonym naprawdę fajnym teledyskiem i czekajcie w uśmiechu do 7 lipca, album już niedługo!

środa, 10 czerwca 2009

Wszystkie drogi prowadzą do Detroit

"27 czerwca biegiem do Hydrozagadki. Razem z Dj'em DBTem zagramy imprezę, która miejmy nadzieję zapoczątkuje kilka następnych.

Droga do Detroit to nie tylko Detroit . To przekrój “czarnej muzyki”: od soulu przez funk, latino kończąc na najlepszym hip hopie i współczesnych brzmieniach elektronicznych. To Curtis Mayfield, George Clinton, Jackson 5, Ohio Players, James Brown, Jimi Hendrix, J Dilla, De La Soul, ATCQ... i wielu innych."

Oto wiadomość od Menta - jak piszą - jednego z niewielu polskich beatmakerów grających na żywo z maszyny MPC 2000xl, a bliżej znanego ze względu na wyprodukowanie "Dobrej muzyki i ładnego życia".

Nie pozostaje mi nic, jak podać dalej! Jedynym mankamentem tej imprezy wydaje się być kiepski plakat promujący ;) Więcej pod tym adresem.

wtorek, 9 czerwca 2009

Recenzja: Dj Quik & Kurupt - Blaqkout


Od momentu, w którym oficjalnie obwieszczono, że na wakacje możemy spodziewać się g-funkowej bomby od Dj Quika i Kurupta, fanom zachodniego wybrzeża oczekiwanie mąciło luz. Dziś premiera, ale że powoli tradycją staje się wyciek do internetu płyty już na parę dni wcześniej, to zapraszam do przeczytania recenzji "Blaqkout".

Mające w założeniu złagodzić ciekawość fanów single, tylko ją rozbudziły, powodując wiele szumu i dyskusji na temat całościowej zawartości albumu. Już w pierwszym rzucie dostaliśmy potężnego bangera w postaci "Hey Playa". Pulsujący, bujający bit, oparty na arabskim brzmieniu , wzbogacony dodatkowo kobiecym wokalem w refrenie był z pewnością tym, czego ludzie oczekiwali od duetu. Gdy jednak ukazały się 2 kolejne numery z płyty, zadowolenie fanów spadło, zwłaszcza wśród oponentów nowych rozwiązań. "Whatsha Wan Do" - nowoczesne, acz banalnie proste przypomina bardziej melodie rodem z najstarszych konsol i gier typu "Super Mario Bros", aniżeli westcoastowy podkład. Przyznać jednak trzeba, że po kilku odsłuchach utwór naprawdę wkręca się w głowę i aż chcę się również spytać "what you really wanna do?". Podobnie dzieje się z trzecim zapowiadającym album trackiem - "9x's outta 10". Minimalistyczny bit, urozmaicony chórem niczym w "Hemp Armii..." sprawia wrażenie jakby w ogóle niedokończonego. Jednak i on po chwili zmusza nasze mięśnie karku do pracy. Fani starego brzmienia Quika poczuli znów ulgę dopiero, gdy ukazało się "Do You Know". Leniwie płynący z tego jointa vibe niesamowicie odpręża - g-funk z najwyższej półki!

"Do You Know" pozwalał nawet największym sceptykom ze spokojem oczekiwać na album. Jakby na potwierdzenie tego, na wejście dostajemy tytułowe "Blaqkout" - energicznie funkujący bit i wyluzowaną, ale i dynamiczną nawijkę. Chwilę później "Cream N Ya Panties" z piszczałą i gitarą tylko potwierdza wysoką formę obu gospodarzy. Jest świetnie, oby tylko ammo nie wyczerpało się na samym początku. Po dwóch znanych nam już singlach dostajemy "Ooh" - pierwszy zgrzyt. Tym razem eksperyment Quika nie wychodzi na dobre. Elektroniczny bit nie posiada w sobie nic z rytmiki, jest monotonny i drażniący. Zapominamy o tym, gdy słyszymy "Fuck Y'all" - diss na AMG, 2nd II None i Hi-C, ale jednocześnie jeden z najlepszych brzmieniowo kawałków na "Blaqkout". Gdy natrafiamy na "Exodus" oraz "Jupiter's Critic & The Mind of Mars" nachalnie używana przez Quika elektronika zaczyna razić w oczy. W pierwszym przypadku powtarzanie w kółko jednego zdania, jak rozumiem, miało pełnić rolę jakiegoś "interlude'u", co kończy się jednak skipem po maksymalnie minucie. Drugiego z tych utworów nie umiem z kolei na żaden ze sposobów wytłumaczyć. Komputerowa modulacja głosu Quika to pomysł nietrafiony. Koniec tej niedługiej płyty to znów świetne "The Appeal", skit i alternatywna wersja "Whatcha Won Do".

Raperzy na tych różnorodnych podkładach poruszają się bez wyjątku z gracją i luzem. Choć oboje stają za mikrofonem, to zdajemy sobie sprawę, że Dj Quik jest w tym duecie głównie przez produkcje. I tak Kurupt potwierdza, że jest technicznym masakratorem, bez względu na to, czy bit przyspiesza, czy akurat wolno płynie, jak np. w "Do You Know". I mimo, że jego kompan odpowiedzialny za bity na cały album naprawdę nie przynosi na majku wstydu, ba, daję radę!, to jednak reprezentant Tha Dogg Pound zostawia go w tej kwestii w tyle.

Do nazwania jednym słowem "Blaqkout'u" najbardziej pasuje mi "zróżnicowany". Pod wieloma względami - tempa, stylistyki i niestety jakośći. Co jest jednak małym paradoksem, trudno zarzucić płycie nierówność. Winą za gorsze momenty obwinić możemy nadmierną chęc do eksperymentowania. W niektórych przypadkach jest to kreatywność in plus, ale nie oni pierwsi przekonują nas, że co za dużo, to niezdrowo. W nadchodzące wakacje zabierajcie jednak "Blaqkout" na imprezy, a takie "Hey Playa" czy "Do You Know" na pewno zagwarantują dobrą zabawę.

Ocena: 7/10

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Nie pal Jana, idź na koncert!



"-ja pierdolę, będzie jan palony, kurwa jan palony jak nic. przecież nie mamy biletów na koncert.
- o kurwa, a da się coś z tym zrobić jeszcze?
- czekaj, masz gdzieś numer do dyniowskiego?
- mam, pod "Pan Dyniowski"
- to zajebiście, dzwoń!
- siemasz dynio, dostanę jeszcze bilety do MegaClubu?
- no proste, są jeszcze ostatnie sztuki w budce z kebabami!
- to zajeboza, weźmiemy 2 na ostro i wbijamy"

I TY NIE PAL JANA I WBIJAJ NA KONCERT!

środa, 27 maja 2009

Recenzja: Trzeci Wymiar - Złodzieje Czasu

Stara prawda głosi, że znacznie trudniej jest obronić tytuł, niż go zdobyć. Podobnie jest chyba z muzyką. Po niespodziewanej bombie, jaką niewątpliwie byli "Inni niż wszyscy", Trzeci Wymiar miał potwierdzić swoją wartość. Czy się udało? Odpowiedź na końcu tekstu.

Stylistycznie "Złodzieje czasu" mieli być kontynuacją poprzedniego krążka, a zadbać mieli o to dwaj wielbiciele klasycznego, brudnego brzmienia - Dj Creon i Dj Kut-O. Obaj mieli do zaoferowania tak wiele, że Szad, Nullo i Pork podjęli decyzję o podzieleniu albumu na dwie płyty. Wszystkie przyszykowane podkłady trzymają wysoki poziom. Ponadto pomysłowe skity, które nie są typowymi "interlude'ami". To wydawało się wystarczającym powodem, dla którego wypuszczenie 2CD byłoby pomysłem trafionym. Mimo tego wszystkiego 3W nie uniosło ciężaru dwupłytowego wydawnictwa, jak to już zresztą niejednokrotnie bywało nawet w przypadku najlepszych. Zawartość obu krążków jest porównywalna, jednak materiał na każdej z nich jest po prostu nierówny. Początek, aż do "Chciałbyś" kompletnie tego nie zwiastuje, ale później "Skazanych na instynkt" (mimo świetnej zwroty Nulla), "One hip-hop, One nation" (mimo dobrego konceptu na kawałek) i "Miasta zielonego dębu" (mimo flow Szada) mogłoby spokojnie nie być. Niestety na drugim CD sytuacja wygląda identycznie. "Łapy w górę", "Złap za broń", "Balans" i "Cofnij się!!!" + 2 skity, a reszta z powrotem na twardy dysk raperów. Aż prosi się, by te najlepsze numery zebrać na jednej płycie. Zwłaszcza, że cena albumu po dodaniu drugiej wcale nie wzrosła.

To nie jedyny minus płyty. Drugim są zdecydowanie goście. Większość jest po prostu bezbarwna, a Fokus zarapował ksero zwrotki z "Ran kłutych" Piha. Jego - jak to ktoś zabawnie określił - recytacja pozabitowa mocno irytuje. Na całe szczęście parę sekund później Nullo pokazuje jak nawija się szybko, ale do bitu i sprawia, że szybko zapominamy o pozostałych. I co cieszy, tak jest przez sporą część "Złodziei czasu". Umiejętności całego tria rekompensują nam wiele z niedoskonałości. Co warte podkreślenia, oprócz bogatych w podwójne, potrójne rymy wersów i trafnych, imponujących punchline'ów, wałbrzyscy raperzy równie dobrze wypełniają linijki ciekawymi obserwacjami. Plusem jest też na pewno to, poziom skillsów wszystkich Mc's jest bardzo zbliżony. Wielu słuchaczy na gracza numer 1 typują Porkinsona, ja jestem zdania, że minimalnie przed szereg wysuwa się Nullo.

To wszystko sprawia, że rapu Trzeciego Wymiaru słucha się z niekwestionowaną przyjemnością. Szkoda tylko jednego faktu - decyzja o wydłużeniu albumu okazała się nietrafiona, przez co zmusza nas to do częstego skipowania. Aha i odpowiedź. Tak, 3W mimo wszystko potwierdza swoją wartość.

Ocena: 7,5/10